poniedziałek, 30 listopada 2015

제 I 장

Pierwszy rozdział nie jest zbyt długi, ale myślę, że na początek wystarczy.
Jeżeli zauważyłaś/eś błąd, literówkę, brak przecinka, proszę, poinformuj mnie o tym.
Miłego czytania i do następnego!

~*~

Beżowa spódniczka, biała koszula oraz czarny sweterek w serek z białym paskiem w dolnej części rękawów i przy dekolcie, a na lewej piersi logo szkoły z moim identyfikatorem nad. Przejechałam palcami po chłodnej, błyszczącej plakietce. 

이 채 린 (Lee Chae Rin)

Spojrzałam na siebie w pękniętym lustrze, wygładziłam nieco pogniecioną spódniczkę, by następnie sięgnąć po gumkę do włosów i upiąć je w wysoką, schludną kitkę. Uśmiechnęłam się do siebie. Wiedziałam, że nie powinnam kłamać, ale nie potrafiłam inaczej. Pomimo uśmiechu na ustach po policzku spłynęła mi pojedyncza łza. Nigdy nie powiedziałabym tego na głos, ale bałam się. Początek roku szkolnego dla normalnego nastolatka oznacza kolejne dni pełne nauki, jednak dla mnie, to było coś o wiele więcej. Wytarłam twarz dłonią.
- Będzie dobrze, przecież to dopiero pierwszy dzień - powiedziałam sobie.
Chwyciłam czarno-biały plecak, który ustawiony był przy lustrze i zarzuciłam go na okryte kurtką ramiona. Następnie przekraczając próg drzwi wyjściowych pochwyciłam rolki oraz buty. Przysiadłam na niskim murku przed domem i wciągnęłam na stopy te pierwsze, natomiast czarne adidasy związałam ze sobą sznurówkami, by móc je przewiesić przez ramię. Wstałam i podjechałam kawałek do barierki. Spojrzałam na wysokie i piękne budynki przede mną. Słońce spoglądało na mnie spoza nich i świeciło w oczy tak bardzo, że zmuszona byłam je przymrużyć. Mimo zimnej jeszcze pory roku promienie słoneczne ogrzewały mi twarz. Poczułam ciepło nie tylko na ciele, ale i w sercu, jakby miało stać się coś dobrego. Trochę się uspokoiłam, więc odetchnęłam głęboko. W powietrzu czuć było zapach ramenu.


Zeszłam po podniszczonych schodach na dół, oczywiście prawie z nich zjechałam, a dłonie miałam brudne od farby, która odkleiła się od poręczy. Stwierdziłam, że będę musiała poćwiczyć schodzenie, jeśli znów zamierzam dojeżdżać do szkoły na rolkach. Kiedy moje stopy dotknęły chodnika, ktoś położył mi dłonie na ramionach. Odwróciłam się i szczerze uśmiechnęłam.
- Co ty tu robisz? Nie pojechałeś autobusem? - spytałam chłopaka.
- Dziś pierwszy dzień szkoły. Chciałem rozpocząć go razem z najlepszą przyjaciółką - Woo Bin wyszczerzył się.
- Bo się rozpłynę - odrzekłam ironicznie.
- Nie marudź, tylko się ciesz. Dziewczyny zabijają się o moje towarzystwo, a ty co? Wystarczy tego - rozłożył ramiona - Chodź się przytul, bo dawno się nie widzieliśmy. Tęskniłem.
Podeszłam do niego i objęłam w pasie, a on przyciągnął mnie bliżej. Byłam bardzo szczęśliwa, że znów mam go obok. Jego towarzystwo uspokajało moje skołatane nerwy. 
Kiedy już skończyliśmy się przytulać, ruszyliśmy spokojnie w kierunku szkoły. Szliśmy w ciszy i łapaliśmy w płuca zimowe powietrze przepełnione delikatną rosą poranka. Woo Bin szedł krokiem na tyle szybkim, żeby dorównać mi tempem. Bawiło mnie, gdy specjalnie przyspieszałam, a on zmuszony był prawie biec. Zwalniałam jednak po chwili, by chociaż nieco opóźnić to, co było nieuniknione. Im bliżej szkoły się znajdywaliśmy, tym serce bardziej mi kołatało. Schowałam dłonie do kieszeni, żeby ukryć ich coraz większe drżenie. Brałam głębokie wdechy, co zawsze działało na mnie kojąco. Poczułam na sobie wzrok przyjaciela, ale nie odwzajemniłam go, tylko zignorowałam. Po chwili chłopak złapał mnie za rękę, wyciągając mi ją z kieszeni i zatrzymał delikatnie. Stałam tyłem do niego.
- Chae Rin-ah - powiedział troskliwie.
Nie byłam w stanie odwrócić się do bruneta. Nie chciałam widzieć jego zatroskanego wzroku, nie chciałam, by martwił się z mojego powodu. Spojrzałam na krajobraz przede mną. Staliśmy kilka metrów od przejścia dla pieszych. Tylko ono dzieliło nas już od budynku liceum. Dzieciaki wchodziły do niego w grupkach lub samotnie. Światło na sygnalizatorze zabłysnęło na zielono, ale my nadal staliśmy w bezruchu. Odwróciłam się do Woo Bina i spojrzałam na jego dłoń oplatającą mój łokieć. Podjechałam kawałek i posłałam mu wzrokiem pytanie, które było próbą zagrania, że nie wiem, o co mu chodzi. Wiedziałam, iż to nie wypali, bo za dobrze mnie znał. Już otworzył usta, by coś powiedzieć, kiedy obok nas zatrzymał się biały, luksusowy samochód. Wysiadła z niego czarnowłosa piękność. Patrzyła z przejęciem na sytuację, a jej oczy wędrowały ode mnie, poprzez mój chwycony łokieć, do bruneta. Delikatnie wyszarpnęłam ramię z jego pewnego uścisku i uśmiechnęłam się do dziewczyny. Ji Na podbiegła i rzuciła mi się na szyję, zapominając o tym, co właśnie widziała. Dziewczyna rozładowała napiętą atmosferę, za co byłam jej ogromnie wdzięczna.
- Chae Rin-ah! Tak dawno się nie widziałyśmy, może pójdziemy dziś po szkole na jogurt z musli? - powiedziała, skacząc dookoła mnie niczym jelonek. Zaśmiałam się.
- Chciałabym, ale niestety nie mogę. Muszę iść przecież po lekcjach do pracy.
- Aigoo! Nasza Lee Chae Rin to taka pracowita dziewczyna! Nie przemęczaj się tylko! - skinęłam głową na potwierdzenie, a Ji Na podbiegła do Woo Bina - Cześć kochanie, tęskniłeś?
- Jesteś moją dziewczyną, jak mógłbym nie tęsknić - powiedział, uśmiechając do niej.
Przytulili się, a przyjaciel spojrzał na mnie przez ramię szatynki. Uniosłam kciuk w górę na znak, że wszystko ze mną w porządku. Obserwowałam ich przez chwilę, po czym poinformowałam, że idę już do szkoły, ponieważ muszę jeszcze przebrać rolki na buty. Pożegnałam się z przyjaciółką i ruszyłam w kierunku budynku. Szybko pokonałam tę trasę, a gdy znalazłam się przed wejściem odwróciłam się, by zobaczyć, jak samochód nastolatki odjeżdża. Przekroczyłam próg i skierowałam się do szafki. Poruszając się powoli na śliskim linoleum oraz omijając rówieśników rozglądałam się za tą jedną twarzą, której tak bardzo nie chciałam widzieć tego, jak i każdego innego dnia. Położyłam plecak obok niebieskiej szafki, a następnie oparłam się o ścianę w odcieniu brzoskwini, który bardzo mi się podobał. Zaczęłam rozwiązywać rolki i schowałam je oraz plecak. Ubrałam adidasy, a potem wygładziłam mundurek. Robiąc krok w stronę klasy, ktoś zastąpił mi drogę. Spojrzałam na trzy pary stóp, które znalazły się przede mną. Widząc bogato zdobione wysokie obcasy zdałam sobie sprawę, że przedstawienie czas zacząć. Skrzyżowałam więc ręce i podniosłam wzrok, który wyrażał więcej, niż pogardę. Na czele stała Ryu Lin Yoon z podłym wyrazem twarzy. Była wyższa niż ja, przez co patrzyła na mnie z góry. Ramiona, które miała opuszczone wzdłuż ciała w jednej chwili znalazły się na moich chłodnych jeszcze policzkach. Dzieliło nas od siebie zaledwie 50 centymetrów. Marzyłam, by zwiększyć tą odległość, jednakże to byłaby porażka na starcie.
- Witamy w nowym roku szkolnym. Obiecuję ci, że to będzie cudowny rok, kochana - odrzekła tonem pełnym jadu.
Patrzyłam się na nią obojętnie, po czym strąciłam z twarzy jej ręce. Ledwo się powstrzymałam, by splunąć na te drogie buty. Zrobiłam mały kroczek usiłując ją wyminąć, jednak zostałam popchnięta do tyłu przez inną dziewczynę. Rzuciłam w jej kierunku spojrzenie, które sprawiło, iż na chwilę cofnęła się o krok, ale wróciła na miejsce, gdy Lin Yoon odetchnęła karcąco.
- Chyba powinnyśmy ci przypomnieć, co to jest szacunek, Chae Rin - powiedziała, wręcz wypluwając moje imię.
W jednej chwili dwie niepozorne dziewczyny szarpnęły mnie za ręce i poczęły ciągnąć w stronę drzwi, które prowadziły na tył szkoły. Nie opierałam się, wiedziałam, że w tej sytuacji to mi za dużo nie da. Wszyscy widzieli, co się dzieje i wszyscy zdawali sobie sprawę, co zaraz się wydarzy. Jednak nikt nie zareagował, nigdy tego nie robili. Usuwali się z drogi i tylko patrzyli z boku. Nie chcieli znaleźć się w na moim miejscu, nie winiłam ich. 
Kiedy dotarłyśmy do miejsca, gdzie nie powinien napatoczyć się żaden nauczyciel, zostałam popchnięta na ścianę. Poczułam ból, ale nie okazałam tego. Zero widocznej słabości. Lin Yoon rzuciła swój boleśnie różowy plecak na bok, po czym szybkim i głośnym krokiem podeszła do mnie. W przeciągu kilku szybkich sekund usłyszałam w uchu przeciągły pisk i zdałam sobie sprawę, że dostałam w twarz. Siła uderzenia sprawiła, że moja głowa poleciała w prawo. Zdusiłam w sobie chęć oddania jej. Zacisnęłam pięści i zagryzłam wargę, aż poczułam krew. Byłam świadoma tego, że policzek zaczyna mi puchnąć, ale nie przejmowałam się i odrzekłam: 
- Tylko na tyle cię stać? A no tak, tylko na to, bo masz zbyt ubogie słownictwo, by ze mną porozmawiać na poziomie. 
Widziałam w oczach dziewczyny rosnącą wściekłość. Zdawała sobie sprawę z tego, że mam rację. Uznałam to za koniec naszego "miłego" spotkania. Szturchnęłam ją ramieniem, gdy przechodziłam obok, nie spodziewałam się jednak, że któreś z jej popychadeł podłoży mi nogę. Wylądowałam na twardej ziemi, a Lin Yoon szarpnęła mnie za włosy. Wyrwałam się z uścisku i wstałam chwiejnie. Otrzepałam spódnicę i po prostu ruszyłam z powrotem w kierunku szkoły. W oknach dostrzegłam uczniów wpatrujących się w całe wydarzenie. Potrząsnęłam głową. Nagle zorientowałam się, że jakaś substancja spływa mi po włosach na mundurek. Odwróciłam się, by zobaczyć dziewczynę stojącą nade mną z butelką soku porzeczkowego. Wyrwałam jej opakowanie i rzuciłam w twarz. Najwidoczniej się tego spodziewała, bo tylko wybuchnęła śmiechem. Szybkim krokiem przemierzyłam ostatnie metry do drzwi, a następnie ominęłam obojętnie wszystkich gapiów. Ruszyłam do szafki i wyciągnęłam książki na pierwszą lekcję. Każda inna osoba w takiej chwili poszłaby do łazienki doprowadzić się do ładu, ale nie ja. To byłaby jeszcze większa przegrana. Trzasnęłam drzwiczkami i wpadłam w ramiona chłopaka. Obejmował mnie mocno, a ja poczułam zapach perfum Woo Bina. Odepchnęłam go delikatnie, by nie pobrudzić mu mundurka, ale on zacieśnił uścisk.
- Park Woo Binie, musisz mnie teraz puścić - powiedziałam stanowczo.
Zrobił to, co powiedziałam, ale zamiast pozwolić mi odejść wyciągnął z kieszeni chusteczkę i zaczął wycierać mi włosy oraz ubranie, następnie zabrał mi książki.
- Idź do łazienki i wyczyść się w miarę możliwości - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. 
- Ale przecież spóźnię się na... 
- Po prostu idź.
Zrezygnowanym krokiem poszłam do łazienki. Za plecami usłyszałam tylko głośne uderzenie pięścią o szafki, a następnie trzask drzwi. Uczniowie patrzyli na mnie z żalem, ale nikt nie podszedł, za co byłam wdzięczna. Otworzyłam drzwi toalety i stanęłam przed lustrem otoczonym czerwonymi kafelkami. Spojrzałam na siebie zrezygnowana. Moje włosy były mokre, klejące i fioletowe, podobnie mundurek. Rozpuściłam kitkę i włożyłam głowę pod wodę. Jakimś cudem była ciepła, a to zdarzało się w tej szkole naprawdę rzadko. Sięgnęłam po papierowe ręczniki i wysuszyłam trochę pojedyncze kosmyki. Nadal trochę się kleiły, ale przynajmniej nie były już fioletowe. Zmoczyłam świeży kawałek ręcznika i poczęłam walkę z plamami na mundurku. Wiedziałam, że tak czy siak będę zmuszona oddać go do pralni. Nabrałam zimnej wody w dłonie i obmyłam twarz. Zagryzłam zęby, kiedy dostrzegłam łzy w swoich oczach. Przeczesałam mokre włosy palcami i wyszłam na korytarz. Tylko tak mogłam być pewna, że się nie rozkleję.  Lekcja już się rozpoczęła, więc dookoła nie było żywej duszy. 
Weszłam do klasy. Momentalnie wzrok wszystkich skierował się na mnie, ale nie zwróciłam na to uwagi. Ukłoniłam się nauczycielowi i przeprosiłam za spóźnienie. Nic nie powiedział, tylko popatrzył z litością. Idąc do swojej ławki zauważyłam, że nie ma Woo Bina. Zdezorientowana szturchnęłam dziewczynę w ławce po mojej prawej stronie. Spojrzała przerażona, ale zdradziła, że widziała go, jak zdenerwowany najpierw wybiegł do Lin Yoon i kłócił się z nią, a następnie pobiegł do gabinetu dyrektora. Zdziwiłam się, bo nigdy się tak nie zachowywał. Owszem, wstawiał się za mną jako jedyny, mimo, że nie śmiałam o to prosić, ale w żadnej sytuacji nie był na tyle wkurzony, by biec do dyrektora. Przestraszyłam się, nie chciałam mieć większych problemów za kablowanie, już teraz sytuacja nie była zbyt ciekawa. Przez połowę lekcji obgryzałam paznokcie, aż nagle do sali wszedł pan Lee - dyrektor szkoły. Ukłoniliśmy się wszyscy, ale to ze mną złapał kontakt wzrokowy.
- Chciałbym poprosić uczennicę Lee Chae Rin do mojego gabinetu - wstałam, ale poczułam, jak nogi uginają się pode mną. 
Podparłam się ławki, wzięłam głęboki oddech i czując na plecach ciężar spojrzeń ludzi dookoła ruszyłam za mężczyzną. Nim wyszłam z sali, zdążyłam dostrzec przerażenie Ryu Lin Yoon oraz jej koleżanek. Patrzyły po sobie zdezorientowane i widocznie powstrzymywały się przed ucieczką. Delikatnie się uśmiechnęłam. Może tego dnia, jednak miało stać się coś dobrego?

4 komentarze:

  1. Teraz widzisz jak wkurzający jest brak komentarzy :D Wiesz co o tym myślę, oby tak dalej!
    I KIERUJ SIĘ SŁOWAMI MENTORA (zmuś Dominikę do komentowania, to działa)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny rozdział. Czekam na następny. Fighting!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniale się zapowiada, oby tak dalej! Tylko więcej przemocy proszę xD haha xD

    ~Twoja kochana Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi to nie komentuje jak ładnie proszę! No dobra... nie proszę ładnie xD

      Usuń