niedziela, 3 stycznia 2016

제 V 장

          W jednej chwili wszystko dookoła zamarło. Patrzyłam na Ji Hyuka, który ledwo trzymał się na nogach. Jego knykcie były poranione, a twarz posiniaczona. Szok, jaki wywarł na mnie widok szatyna spowodował, że nie wiedziałam, czy mam być wściekła, czy przerażona. Wiedziałam jedynie, że muszę go wyciągnąć z klubu zanim przybiegnie ochrona. Rzuciłam się w jego stronę, "przypadkiem" nadeptując na dłoń faceta grzejącego podłogę. Chwyciłam Ji Hyuka za rękaw eleganckiej śmietankowej koszuli i gwałtownie pociągnęłam, targając go w stronę tylnego wyjścia. Chłopak zataczał się, przy okazji przewracając krzesła. Wolałam się nie zastanawiać, czy to z powodu odniesionych, Bóg wie kiedy, ran, czy może dlatego, że był pod wpływem alkoholu. Przepychaliśmy się między ludźmi, a ja nawet nie wiem, kiedy moja dłoń splotła się z jego. Poczułam, że mocno mnie za nią ściska.

          - Chae Rin-ah... - powiedział na tyle głośno, bym usłyszała w zaistniałym zgiełku.
          - Przymknij się, musimy się stąd wydostać - nie dałam mu dokończyć.
          W tym samym czasie minęło nas trzech mężczyzn ubranych w czarne uniformy z napisem Security. Uśmiechnęłam się do nich, jak gdyby nigdy nic i modliłam w duchu, by żaden nie zwrócił uwagi na pobitego Ji Hyuka. Kilka metrów od drzwi skręciłam niespodziewanie do szatni. Rzuciłam firmowy fartuch na półkę i zabrałam wszystkie swoje rzeczy, następnie wysłałam SMS-a do koleżanki po fachu, że przepraszam, ale musiałam pilnie wyjść. Schowałam telefon do kieszeni kurtki i ponownie skierowałam się do wyjścia. Nacisnęłam klamkę i, z szatynem za plecami, wypadłam na dwór.
          W końcu znaleźliśmy chwilę, by zaczerpnąć tchu. Staliśmy oparci o mur na lewo od drzwi. Chłopak nadal mocno trzymał moją dłoń. To było przyjemne doświadczenie, dzięki któremu miałam wrażenie, że nic złego się już nie wydarzy. Spojrzałam w stronę Ji Hyuka, który miał zamknięte oczy i ledwo stał. Uwolniłam rękę i podeszłam, by był naprzeciw mnie. W jasnym świetle pobliskiej latarni mogłam dostrzec więcej detali jego wyglądu. Włosy miał ułożone o wiele schludniej, niż przy ostatnim spotkaniu. Jego twarz doprowadzona do tragicznego stanu, na pewno była źródłem bezlitosnej udręki. Lewe oko zostało podbite, a prawy łuk brwiowy i policzek oraz warga rozcięte. Smugi krwi rozmazane po całej buzi nadawały przerażający efekt. Na koszuli również znajdowała się czerwona ciecz i wolałam nie wiedzieć, czy należy do Ji Hyuka, czy do osoby, która go pobiła.
          - Chae Rin-ah... - wychrypiał z wyraźnym trudem.
          - Nic nie mów, dzwonię po karetkę.
          Nim zdążyłam odblokować ekran  mój telefon leżał kilka metrów dalej, a chłopak boleśnie trzymał mi nadgarstki. Rzuciłam mu zszokowane spojrzenie i zauważyłam, że na mnie nie patrzy.
          - Ji Hyuk, to boli. Puść mnie - wydukałam, nadal sparaliżowana zaskoczeniem.
          Szatyn, jakby nie usłyszał, wbił wzrok w nieznany mi punkt nad moją głową. Ból stawał się nie do zniesienia i traciłam czucie w palcach. Czułam w gardle, że zbiera mi się na płacz. Nie chciałam pozwolić, by po moich policzkach spłynęły łzy, więc przełknęłam ślinę i zacisnęłam zęby. Rosnąca w żyłach adrenalina podpowiedziała mi, żebym wyszarpnęła się chłopakowi. Tak też zrobiłam... A raczej spróbowałam. Jednak efekt był przeciwny do moich zamiarów. Zamiast oddalić się od Ji Hyuka, znalazłam się bliżej. Dokładniej, stałam oparta policzkiem o jego klatkę piersiową, gdy on szczelnie oplatał mnie ramionami. Wypuścił moje nadgarstki, ale nie myślałam o tym. Czułam ciężar jego ciała, gdy trwając w uścisku jednocześnie delikatnie się o mnie opierał. Podejrzewałam, że był wyczerpany, ale nie mogłam na to pozwalać. Zdecydowanie odepchnęłam go od siebie, czego zupełnie się nie spodziewał i uderzył plecami o ścianę. Gdy do tego doszło zorientowałam się, że po policzkach płyną mi słone krople. Szybko je wytarłam, uświadamiając sobie, że rozmazałam sobie na policzkach tusz. Cholerny makijaż, robię go tak rzadko, a i tak mam z nim problemy.
          Za plecami usłyszałam dźwięk klaksonu i po chwili, dosłownie metr ode mnie, gwałtownie zahamował samochód. Szczęka opadła mi do ziemi, gdy zorientowałam się, jaki to samochód. Po mojej prawej stronie stało białe Lamborghini Aventador z czarną linią, idącą przez środek maski, dach, aż do tylnego zderzaka. Był wyraźnie po tuningu i przeróbkach, gdyż posiadał dwie pary drzwi, a nie jedną, jak oryginał z salonów samochodowych.


          Kiedy tak wpatrywałam się w ten cud motoryzacji, przednie drzwi od strony pasażera, otworzyły się szeroko. Pierwsze, co zobaczyłam, to prześliczne czarne szpilki. Zaraz za nimi z auta wysiadła najładniejsza dziewczyna, jaką w życiu widziałam. Coś ukłuło mnie w serce. Podobne uczucie odniosłam, gdy pierwszy raz widziałam Ji Hyuka. Znałam tę dziewczynę... To znaczy nie osobiście, ale z widzenia. Gdy stanęła w większym świetle uderzyło mnie okropne podobieństwo między nią, a szatynem. Jej włosy były identycznego koloru, co włosy niedawno poznanego przeze mnie chłopaka. Tak samo oczy. Rysy twarzy również mieli takie same. Mój mózg zaczął pracować na najwyższych obrotach i łączyć fakty. 

Największa firma wielobranżowa na świecie.

 JJ Group.

Prezes Lee Jae Jong.

Ojciec dwójki dzieci.

Bliźnięta. 

Chłopak i dziewczyna. 

Chłopak - spadkobierca JJ Group.

Dziewczyna - spadkobierczyni JJ Group. 

Lee Ji Hyuk i...

          - Lee Chan Ji - powiedział szatyn w tej samej chwili, gdy w mojej głowie zabrzmiało nazwisko dziewczyny - Co tu robisz? 
          - Przyjechałam po mojego kochanego oppę, który jak zwykle narobił problemów. Bierz tyłek w troki i jedziemy na zebranie. Chcesz żeby nasza przyszła firma straciła akcjonariuszy? - odrzekła wyraźnie zirytowana.
          Stałam tam, jak zaklęta i pozbawiona możliwości poruszenia się. Czułam, jak całe moje ciało wiotczeje. Upadłam cicho na kolana i chwyciłam za zmarznięte policzki. Już nie powstrzymywałam łez i pozwoliłam im płynąć bez oporów. Marcowa bryza uderzała we mnie boleśnie, wyburzając z ledwo utrzymywanej równowagi. W głowie krążyło mi jedno zdanie. Okłamał mnie.

~*~

          5 dni wcześniej; noc z poniedziałku na wtorek

          Ji Hyuk: Mieszkasz w domu na dachu? 
          Chae Rin: Tak, ale nie narzekam. Mam tam wszystko, czego potrzebuje. Wejdziesz na górę i napijesz się herbaty? 
          Ji Hyuk: To najważniejsze. Właściwie, to powinienem już iść...
          Chae Rin: Chcę od razu spłacić dług. Właź do góry. 
          Ji Hyuk: Poproszę o zieloną z pomarańczą w takim razie. Mieszkasz sama, Chae Rin? Co z twoimi rodzicami? 
          Chae Rin: Nie znamy się na tyle, byś mógł tak bezpośrednio pytać.
          Ji Hyuk: Właśnie próbuję cię poznać, czemu to utrudniasz?!
          Chae Rin: Mieszkam sama. Jeśli chodzi o moich rodziców... To dłuższa historia. 
          Ji Hyuk: A reszta rodziny? Nie masz nikogo?
          Chae Rin: ... 
          Ji Hyuk: Wybacz, nie chciałem być niegrzeczny. 
          Chae Rin: Nic się nie stało. Gdzie się uczysz? 
          Ji Hyuk: Nie uczęszczam do szkoły. Nie kręci mnie to.
          Chae Rin: Musisz mieć strasznie bogatych rodziców, skoro tak beztrosko do tego podchodzisz. 
          Ji Hyuk: Moi rodzice nie żyją. 
          Chae Rin: *zszokowanie* Ja... Przepraszam.
           Ji Hyuk: Powinienem już iść, może się jeszcze spotkamy.
          Chae Rin: Dziękuję za eskortę do domu, Ji Hyuk. 

~*~

          Przez te wszystkie dni miałam wyrzuty sumienia, że tak bezmyślnie palnęłam głupotę. Ji Hyuk i jego kiepski los krążył mi po głowie częściej, niż powinien. Rozczulałam się nad nim przy piciu herbaty, w drodze do pracy, a nawet w czasie mycia zębów. Jednak, tak bardzo zaślepiło mnie okropieństwo jakie go spotkało, że nie pomyślałam o tym, z jaką łatwością powiedział obcej osobie o rzekomej śmierci własnych rodziców. A może zrobiło mu się mnie żal i nie miał serca powiedzieć mi, że jest spadkobiercą wielkiej korporacji?
          Kiedy uniosłam wzrok moje spojrzenie padło na Ji Hyuka. Wpatrywał się we mnie i usiłował wyminąć siostrę, a ta zdezorientowana pozwoliła mu na to. Szedł powoli w moją stronę, więc zerwałam się z ziemi i stanęłam, ponownie wycierając twarz. 
          - Chae Rin-ah, pozwól mi to wytłumaczyć - powiedział tak szybko, bym nie mogła mu przerwać.
          - Nie masz prawa, tak do mnie mówić. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Nie zadaje się z kłamcami - rzuciłam w jego stronę.
          - Ji Hyuk-ah, co to za dziewczyna? Chyba mi nie powiesz, że się z nią zadajesz? - zakpiła Chan Ji.
          Spojrzałam na nią, a w jej oczach dostrzegłam pogardę. Nie mogłam tego znieść, dlatego odwróciłam się od obojga i ruszyłam w kierunku domu. Ji Hyuk nie próbował mnie zatrzymać. 

~*~

{{Lee Ji Hyuk}}

          Patrzyłem niewzruszenie, jak Chae Rin odchodzi, wycierając rękawami kurtki oczy. Nie mogłem sobie pozwolić na pobiegnięcie za nią, kiedy Chan Ji śledziła ją wzrokiem. Nie mogłem dopuścić, by ktokolwiek z mojej rodziny dowiedział się coś więcej o tej dziewczynie. Zniszczyliby ją.
          - Kto ci tak dołożył? - usłyszałem znienawidzony mi głos. Chłopak wysiadł z samochodu i kierował się do mojej siostry.
          - Co on tu robi? - warknąłem na Chan Ji.
          - Po tym, jak KTOŚ bezczelnie dał wolne naszym szoferom, jakoś musiałam dojechać na zebranie, nie sądzisz? - rzuciła oskarżycielsko.
          - I musiałaś zadzwonić akurat po niego? - prychnąłem.
          - Jest moim chłopakiem, co w tym dziwnego? - jakby na potwierdzenie swoich słów, przytuliła go.
          Przewróciłem oczami i chwiejnym krokiem ruszyłem w stronę głównego wejścia do Hanbamjung. Usłyszałem za sobą krzyki siostry, że specjalnie po mnie przyjechali. Jednak ja nie miałem zamiaru jechać z nimi w jednym pojeździe. Przed klubem stał mój motor na który bez wahania wsiadłem, kiedy zakładałem kask obok mnie zatrzymał się samochód. 
          - Pamiętaj, że jedziemy na zebranie.
          - Po moim trupie - powiedziałem i ruszyłem w przeciwnym kierunku. 

1 komentarz:

  1. Czytając twoje opowiadania, zawsze czuję się jakbyś opowiadała jakąś dramę i za to właśnie je kocham <3
    Droga dedukcji Chae Rin mnie powaliła, bo sama w taki sposób łącze fakty (i równie szybko xD ).
    No i oczywiście czekam na więcej^^
    P.S. Jak on mógł ją tak podle okłamać?! T.T
    /Kim Yuno

    OdpowiedzUsuń