sobota, 5 grudnia 2015

제 II 장

Wstawiam kolejny rozdział i mam nadzieję, że był wart oczekiwań.
Zapraszam do lektury oraz komentowania! :)
Jeśli zauważyłaś/eś błąd, literówkę, brak przecinka, proszę, poinformuj mnie o tym.

~*~

- Przeniesienie? - spytałam zszokowana - Nie sądzę, żeby to było konieczne...
Dyrektor spojrzał na mnie z wyraźnym zdezorientowaniem. Jego czujny wzrok powędrował do stojącego w kącie Woo Bina. Opierał się o ścianę z założonymi rękoma i wpatrywał się w ogromne okno oprawione w pięknej drewnianej ramie, myśląc nad czymś intensywnie. Rozmyślania zdawały się wyprowadzać go tak daleko, jakby wcale nie był w pomieszczeniu. Mężczyzna przede mną westchnął zrezygnowany i znów wrócił spojrzeniem do mnie.

- Nie pytam się o twoje zdanie, Lee Chae Rin. Jest to niepodważalna decyzja dyrekcji. W tej sytuacji czuję się zobowiązany, by wynagrodzić ci wszelkie krzywdy. Szkoła nie zdawała sobie sprawy z tego, iż uczniowie znęcają się nad sobą - odrzekł pan Lee - Woo Bin powiadomił mnie o całej sprawie oraz o tym, iż nie była to jednorazowa sytuacja. Oczywiście oprócz zapewnienia ci miejsca w nowej szkole, osobiście postaram się, by Ryu Lin Yoon złożyła oficjalne przeprosiny przed całym gronem pedagogicznym, a także uczniami. 
- Ale od razu przeniesienie? Co jeśli się na nie nie zgodzę? - spytałam cicho.
- Szczerze mówiąc, już dawno myślałem nad przeniesieniem cię. Jesteś naszą najlepszą uczennicą, a nasza szkoła nie ma przecież za wysokich standardów. Chcielibyśmy zapewnić ci lepsze nauczanie, biorąc pod uwagę twoje umiejętności - zatkało mnie, ale to wyznanie poszło w niepamięć, gdy usłyszałam kolejne zdanie - Jeśli się nie zgodzisz, Ryu Lin Yoon zostanie wydalona. 
Wciągnęłam gwałtownie powietrze do płuc i zapadłam się w za duży dla mnie fotel. W głowie rozchodziło mi się głośnym echem jedno słowo. Wydalona. Nie rozumiałam swojej reakcji. Z Ryu Lin Yoon nigdy nie łączyła mnie żadna bliska więź, a jednak mimo tego, jak byłam przez nią traktowana, nie chciałam źle dla tej dziewczyny. Zdrowy rozsądek, którego miałam czasem zbyt dużo, został zaćmiony przez istną burzę. Natłok wiadomości, jakie na mnie spadły w ciągu tych kilkudziesięciu minut, rozsadzał mi umysł. Moje ciało opanował prawdziwy chaos, a ja nie byłam w stanie trzeźwo myśleć. Jednak po chwili zaczęłam się zastanawiać, dlaczego zabrzmiało to, jak pewnego rodzaju szantaż. Zmień liceum, a Ryu Lin Yoon nie zostanie wydalona. Zostań w naszej szkole, a twoja dręczycielka odejdzie. Coś mi bardzo nie pasowało, ale nie byłam w stanie dojść do tego, co to było.
Po kilku minutach dyrektor wręczył mi plik papierów, przyniesionych przez pulchną kobietę, zapewne sekretarkę. Kartki były schludnie uporządkowane i wsunięte w koszulkę do segregatora. Na pierwszej stronie widniało moje nazwisko, więc domyśliłam się, że ktoś musiał je zapisać, kiedy rozmawiałam z panem Lee. Papierów nie było mało, dlatego zrobiło mi się głupio. 
- Pomyślałem, że cała ta sytuacja sprawi, iż nie będziesz czuła się za dobrze, dlatego poprosiłem panią Park, by zamieściła wszystko na papierze. Zwolnię cię z pozostałych lekcji dzisiejszego dnia, jak i z całego tygodnia. Reszty dowiesz się, gdy przeczytasz to, co ci wręczyłem. Idź do domu, Chae Rin - następnie zwrócił się do Woo Bina - Ciebie też dziś zwolnię, więc odprowadź ją do domu.
Brunet skinął głową na znak zgody, a dyrektor wstał z fotela i biorąc teczki oraz segregatory ze swojego biurka, skierował się do drzwi. Nie zdążyłam powiedzieć, że wolałabym wrócić sama, więc po prostu wstałam i ukłoniłam się wychodzącemu panu Lee. Totalnie nieprzytomna ruszyłam chwiejnie do wyjścia, zapominając o obecnym w pomieszczeniu Woo Binie, co z tego, że chwilę wcześniej była o nim mowa. Wychodząc na korytarz, skierowałam się do klasy, by zabrać stamtąd rzeczy. Trwała akurat przerwa na lunch, więc nikogo nie było. Usiadłam na moment w swojej ławce i wlepiłam wzrok w dokumenty. Wyjęłam je z koszulki i otworzyłam pierwszą stronę czytając przypadkowy fragment.

"Panna Lee Chae Rin uzyskała stypendium, które zagwarantuje jej możliwość nauki w Liceum JJ. Dofinansowanie obejmuje gyobok*, książki oraz zajęcia dodatkowe."

Odtwarzałam ten kawałek w kółko i w kółko, przetarłam oczy dłońmi, zamrugałam kilka razy, by upewnić się, że dobrze zrozumiałam. Niespokojnymi ruchami wyjęłam telefon i wklepałam w wyszukiwarkę frazę Liceum JJ. Szukałam wśród linków jakiegoś, który nie dotyczył najlepszego liceum w Seulu. Nic jednak nie znalazłam. Schowałam kartki z powrotem i zabrałam książki. Pobiegłam do szafki i wyciągnęłam plecak, po czym wrzuciłam do niego wszystko, co miałam w rękach, byle jak. W kilka sekund założyłam rolki i opuściłam teren szkoły. Usłyszałam dzwoniący mi w kieszeni telefon.
          - Halo?
  - Chae Rin-ah, gdzie ty jesteś? - usłyszałam głos Woo Bina.
          - W drodze do domu. Przyjedź, jak najszybciej - rozłączyłam się, nie czekając na odpowiedź. 
  Stojąc na światłach stwierdziłam, że miło będzie posłuchać muzyki w drodze do domu. Wyjęłam więc z kieszeni słuchawki i rozplątałam je, by następnie móc je podłączyć do telefonu. W uszach rozbrzmiała mi piosenka. Przebierałam w miejscu nogami. Trochę się niecierpliwiłam, a seulskie sygnalizatory jeszcze dodatkowo mnie irytowały. Ludzie stojący po moich bokach, także tracili już cierpliwość, dlatego, gdy samochody na chwilę przestawały przejeżdżać, przechodzili na czerwonym. Korciło mnie, aby pójść w ich ślady, jednak coś w sercu podpowiadało mi, że to się źle skończy. 


       Nagle kątem oka zobaczyłam, że na ulicę wbiegł, na oko, dziesięcioletni chłopczyk. Skakał beztrosko przez białe pasy, kompletnie ignorując otoczenie dookoła. Osoby wokół mnie stały w osłupieniu i wpatrywały się dziecko, które tak po prostu zatrzymało się na środku ruchliwej ulicy i kręciło w kółko. Wszyscy byli tak zajęci obserwowaniem chłopca, że nikt nie zwrócił uwagi, że prosto na niego jedzie mężczyzna na motocyklu. Niewiele myśląc wystartowałam w kierunku dziesięciolatka. Motocyklista zbliżał się szybko, a mi uciekał czas. Czułam, jak słuchawki powoli wypadają mi z uszu, jednak nie przejmowałam się tym. Życie dziecka było dla mnie priorytetem. Wszystko działo się bardzo szybko. Dojeżdżając do malucha mocno odepchnęłam go z kolizyjnej drogi z motocyklem, starając sama siebie również nie spowolnić. Nie wiem, co było pierwsze: to, że przewróciłam się na twarz kawałek dalej od miejsca, w którym chwilę wcześniej był chłopiec, czy może to, że usłyszałam za plecami pisk opon. 
  Podniosłam buzię z betonu i podparłam się na rękach. Zignorowałam wszelkie bolące miejsca i spojrzałam w kierunku dziecka. Siedział uśmiechnięty na krawężniku i wpatrywał się we mnie. Dostrzegłam, że ma zdarte kolano, ale nic więcej. Patrzyliśmy się na siebie, zapominając o tym, że znajdujemy się w strefie wypadku. Usłyszałam piszczenie, oznajmiające zapalenie się zielonego światła. W jednej chwili gapie, którzy zajmowali obszar chodnika, podzielili się na trzy grupy, które rozbiegły się do chłopca, motocyklisty i mnie. Dziecko machnęło na nich ręką i skacząc niewinnie odeszło w swoją stronę. Szczęka opadła mi do ziemi. Wlepiłam wzrok w plecy malucha, który znikał właśnie za zakrętem. 
Łańcuszek gapiów otoczył mnie, ale widziałam pomiędzy ich nogami kierowcę motocyklu. Chodził zdenerwowany dookoła pojazdu rozmawiając z kimś przez telefon. Kiedy skończył, odpędził zbiegowisko, które obeszło go z każdej strony i kopnął w motocykl. Zobaczyłam, że idzie w moją stronę. Odepchnął ludzi niezbyt delikatnie i stanął nade mną. Nadal miał założony kask, więc nie widziałam nic z jego twarzy oprócz oczu. Wyczytałam z nich nienawiść i zero empatii. Duchem cofnęłam się od ciemnookiego, jednak ciałem byłam w tym samym miejscu. Przestraszyłam się, więc zagryzłam wargę i opuściłam wzrok, lustrując sylwetkę mężczyzny. Po dłuższym przyjrzeniu dowiedziałam się, że był nie tyle mężczyzną, co chłopakiem. Skórzana kurtka odsłaniała kawałek góry od mundurka. Nie mogłam jednak przeczytać nazwy szkoły, bo ukryła się pod wierzchnim okryciem. 
- Czyś ty zwariowała? – usłyszałam jego głos, nie brzmiący ani trochę przyjaźnie, co zmotywowało mnie, by wstać z betonu i pokazać mu chociaż odrobinę udawanej pewności siebie. – Chcesz umrzeć?
- Nie zwariowałam i, o dziwo, nie mam zamiaru wybierać się jeszcze na drugą stronę. 
- Jakim cholernym sposobem znalazłaś się na środku jezdni? – zapytał z wyrzutem, a wręcz krzyczał.
- Może gdybyś jechał wolniej, zauważyłbyś małego chłopca, kręcącego się w kółko, w tym właśnie miejscu – rzuciłam niezbyt miłym tonem, pokazując palcem w kierunku przejścia dla pieszych.
Tłum wpatrywał się w tę niespokojną wymianę zdań, co wyraźnie zirytowało chłopaka. Przesunął spojrzeniem po twarzy każdej osoby, która znajdowała się w jego zasięgu, jakby obliczał swoje szanse na… no właśnie, na co? Nie wiedziałam. Ale zrezygnowane westchnienie uświadomiło mnie, iż rozmyślił się z pomysłu, który wpadł mu do głowy. Chwycił moje ramię niedelikatnie i pociągnął w stronę motocyklu. Usiłowałam się wyrwać, jednak jego uścisk był niczym imadło. Rolki dodatkowo utrudniały mi całą procedurę. Zrezygnowałam i nie zostało mi nic innego, niż dać mu się prowadzić. Kiedy rozluźnił uchwyt, wyrwałam rękę. Potarłam bolące ramię i gdy on zbierał motocykl z ulicy, ja miałam chwilę, by zrobić oględziny własnego ciała. Dotknęłam twarzy dłońmi i spojrzałam na nie. Na jednej z nich miałam krew, co uświadomiło mi, że pochodzi ona z ust, które przecięłam przy upadku. Następnie ruszyłam obiema rękami, po kolei ramionami oraz nadgarstkami. Czułam uciskający i promieniujący do nadgarstka ból w lewej dłoni, którą przy okazji poobdzierałam. Zbagatelizowałam to jednak i przeszłam do badania nóg, które, jak się okazało, były w najgorszym stanie. Rajstopy, które miałam na sobie skończyły w strzępach, kolana miałam pozdzierane do krwi, a na dodatek kulałam na prawą kostkę. Z rezygnacją posadziłam pupę na ziemi i zdjęłam rolki, które nie pomogłyby mi w poruszaniu się z uszkodzoną kostką. 
- Co ty wyrabiasz? Już tęsknisz za betonem? 
- Co ty, ślepy jesteś, czy jak? – odgryzłam się.
- Chae Rin-ah, mam tak dobry wzrok, że nie jesteś w stanie sobie tego wyobrazić – mrugnął do mnie, a mnie zatkało. Przeanalizowałam jego wypowiedź i znów spojrzałam na siebie. Tak jak myślałam, mój identyfikator był widoczny.
- Właśnie widzę, że nawet umiesz czytać. Jednak sądzę, że nie jesteśmy na tyle blisko, byś mógł mnie tak nazywać. 
Zaśmiał się, ale nie odpowiedział. Przebrałam się już w buty, więc z frustracją wstałam i kulejąc ruszyłam w kierunku domu, który na szczęście znajdował się niedaleko. Do moich uszu dobiegł dźwięk zapalanego silnika i chłopak zajechał mi drogę. Nie zatrzymując się, od razu przeszłam do wymijania go. Ten jednak powtórzył sytuację. Westchnęłam z bólu i rezygnacji, zatrzymując się.
- Co ty chcesz? – rzuciłam.
- Nie sądzisz, że powinnaś mi dać pieniądze na naprawę motocyklu?
- Żartujesz, czy może ty, w przeciwieństwie do mnie, chcesz umrzeć? Lepiej zejdź mi z oczu, bo z tego co widzę, to twój kochany pojazd został poddany tuningowi, który nie do końca jest legalny, prawda? – powiedziałam i ruszyłam nie odwracając się. 
Chłopak nie zatrzymał mnie więcej. Usłyszałam jego cichy śmiech, a ostatnie, co widziałam, to błysk w oczach koloru ciemnych ziaren kawy. 
Spokojnym, wręcz ślimaczym tempem, udałam się do domu.

~*~

Gdy tylko przekroczyłam próg domu przysiadłam do przeglądania papierów od dyrektora Lee. Co się w nich znajdowało? Informacja o stypendium, oficjalne oświadczenie dyrekcji liceum, w którym aktualnie się uczyłam oraz samego Liceum JJ, dokumenty z pierwszego roku szkoły, zawierające wszystkie moje oceny i prace na rzecz placówki, a także dodatkowe fakty z życia szkolnego. Jednakże największą częścią pliku kartek była broszura liceum należącego do JJ Group. 
Rozłożyłam je na stole i z zapartym tchem czytałam starannie każde słowo. Byłam w szoku, że naprawdę tylko krok dzielił mnie od zostania uczennicą najlepszego liceum w Seulu. Wszystko, co studiowałam wzrokiem docierało do mnie po dłuższym przeanalizowaniu. Serce samo z siebie kołatało mi coraz szybciej, aż miałam wrażenie, że wyskoczy na zewnątrz. Wydawało mi się, iż całe miasto jest w stanie usłyszeć szum krwi w moich żyłach. 
Nagle usłyszałam łoskot, co mnie przestraszyło. Wzdrygnęłam się i przypomniałam sobie, że poprosiłam Woo Bina, by przyjechał. Wstałam więc i skierowałam się do drzwi, wstawiając po drodze wodę na herbatę. Wpuściłam przyjaciela do środka, a następnie poszliśmy do mojego kuchennego kąta. 
  - Co ty zrobiłaś z twarzą? I dlaczego utykasz? Masz spuchniętą rękę? – zarzucił mnie pytaniami.
- Miałam dziś mały incydent, ale to nic takiego. Jakiś mały chłopczyk prawie wpakował się pod koła nieodpowiedzialnego motocyklisty. Przewróciłam się, gdy odpychałam go na bok.
- Dobrze się czujesz? 
- Jasne, że tak – uśmiechnęłam się, chociaż czułam, że jego pytanie nie odnosi się tylko do incydentu z chłopczykiem.
Skończyliśmy temat i nie drążyliśmy go więcej. Woo Bin wiedział, że nie lubię rozmawiać o rzeczach, które sprowadzałyby się do tego, żeby mnie chwalić. Usiedliśmy po dwóch stronach stołu. Dałam przyjacielowi chwilę na zapoznanie się z materiałem sprawy, a sama popijałam herbatę. Zauważyłam, że skończył czytać, ale nic nie mówił, co oznaczało, że nad czymś się zastanawia. Postanowiłam więc, iż to dobry czas, bym doprowadziła się do ładu. Zgarnęłam kilka rzeczy z podłogi i skierowałam w stronę łazienki. Zmyłam krew z twarzy i przebrałam mundurek. Następnie wyciągnęłam apteczkę i odkaziłam wszystkie obtarcia oraz zabandażowałam dłoń, a także kostkę. Sięgnęłam po szczotkę i rozczesałam posklejane jeszcze od soku włosy, po czym spięłam je w luźnego koka. Kilka kosmyków opadło mi na twarz, więc zagarnęłam je za uszy.
- Dlaczego dyrektor postawił mnie pod ścianą? Albo Lin Yoon, albo ja? – powiedziałam, gdy wróciłam do przyjaciela.
- Ponieważ go o to poprosiłem – spojrzałam na niego zdumiona – Wiedziałem, że nie będziesz chciała, żeby Ryu Lin Yoon została wyrzucona, a także wiedziałem, że dyrektor Lee ma dla ciebie stypendium. Jesteś za skromna, by przyjąć tę propozycję, co mu powiedziałem. Gdy zapytał mnie o zdanie, zaproponowałem, by dał ci ultimatum.
  - Jesteś niemożliwy – opadłam z rezygnacją na podłogę, po czym rzuciłam w niego poduszką, którą miałam pod ręką – Ale masz rację, nie zgodziłabym się. Jednak w takiej sytuacji raczej to zrobię. Co oznacza, że od nowego tygodnia będę uczennicą Liceum JJ – próbowałam opanować radość w głosie.
- Uff… Już myślałem, że będę musiał odzyskiwać moje papiery – usłyszałam tchnienie ulgi.
- Co? Jakie papiery?
- Także się przenoszę. Gdy usłyszałem o twoim stypendium, stwierdziłem, że sam także zmienię szkołę. Planowałem to już w wakacje, ale nie chciałem cię zostawiać. A teraz jestem szczęśliwy, że będę miał obok siebie dziewczynę oraz przyjaciółkę.
Woo Bin wypił herbatę oraz zjadł ze mną ramen, po czym powiadomił mnie, że jedzie odebrać Ji Nę ze szkoły. Pytał, czy może zabiorę się z nim, by zobaczyć od frontu wkrótce naszą nową szkołę, ale odmówiłam. Musiałam zbierać się do pracy. Z powodu, iż tego dnia odbyło się rozpoczęcie roku szkolnego, nie musiałam iść rano do księgarni, ale teraz wzywała mnie kwiaciarnia. 
W drodze do pracy rozmyślałam nad moją relacją z Ryu Lin Yoon. W sumie nigdy się nie zastanawiałam, dlaczego mnie prześladuje. Od gimnazjum znęcała się nad moją osobą. Zawsze jej coś we mnie nie pasowało. Domyślałam się, że może to było spowodowane tym, iż byłam inna niż wszyscy. Postanowiłam, że skoro nie zobaczę się z nią już więcej w szkole, to spotkam się z tą dziewczyną i dowiem, dlaczego tak bardzo mnie zniszczyła i obdarzyła nienawiścią.
Wyciągnęłam telefon i napisałam do niej SMS-a.

Lee Chae Rin: Mogłybyśmy się spotkać? Musisz ze mną porozmawiać.
Ryu Lin Yoon: Czego chcesz? Ja nic nie muszę.
Lee Chae Rin: Proszę~
Ryu Lin Yoon: Okey. Podejrzewam, że właśnie idziesz do pracy, więc spotkajmy się, gdy skończysz w kawiarni przy szkole.

Uśmiechnęłam się do siebie i weszłam do kwiaciarni. Nie byłam w stanie myśleć o niczym innym, niż o tym, że za kilka godzin dowiem się, czy naprawdę zasłużyłam na to, jak byłam traktowana przez ostatnie lata.

*Gyobok - mundurek szkolny w Korei.

6 komentarzy:

  1. Czekam na kolejną bójkę... :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Robi się coraz ciekawsze i coraz więcej się dzieje ^^ Czekam na kolejny rozdział <3

    ~Marta

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się styl jakim piszesz i jestem naprawdę ciekawa dalszych losów bohaterów :D Pisz dalej i nie każ tyle czekać ! :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział, cała historia zapowiada się bardzo ciekawie. Czekam na kolejny :)
    ~B.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowity. Czekam na następny rozdział. ;) :)

    OdpowiedzUsuń