sobota, 19 grudnia 2015

제 IV 장

Witam Was w czwartym rozdziale. 
Wyszedł trochę dłuższy niż poprzednie, ale mam nadzieję, że to nie przeszkadza. 
Zapraszam do czytania i komentowania! :)
Jeśli zauważyłaś/eś błąd, literówkę, brak przecinka, proszę, poinformuj mnie o tym.

~*~

          Wiatr smagał mnie po twarzy, wprawiając w delikatny ruch jasne kosmyki włosów, nadal mokrych od deszczu. Zdezorientowana zwróciłam się w stronę mojego towarzysza, którego pierwszy raz na oczy widziałam i nie potrafiłam odgadnąć, dlaczego tak zaciekle pożerał mnie wzrokiem. Kiedy nasze spojrzenia znalazły się na kolizyjnym torze, zamarłam. Nie potrafiłam oderwać się od jego niemal całkowicie czarnych oczu. Między nami dało wyczuć się rosnące napięcie, co było dość niezręczne, więc zmusiłam się do odwrócenia głowy. Jednakże nadal czułam palące spojrzenie chłopaka. Starałam się obudzić i odzyskać trzeźwość umysłu, gdyż wciąż był nieco zamroczony po mojej błogiej drzemce na stoliku. Usiłowałam patrzeć wszędzie, byle nie na tego podejrzanego typa. Uznałam, że może jeśli przestanę go zauważać, to sobie pójdzie. Czy on w ogóle wiedział, co to znaczy mrugać?

          Uniosłam skostniałe i wilgotne od deszczu dłonie, by przetrzeć oczy. Ledwo byłam w stanie zgiąć palce, bo miałam wrażenie, że jak to uczynię, moje kości rozpadną się na miliardy kawałków i ktoś użyje ich, jako lodu do soku pomarańczowego. Wzdrygnęłam się na samą myśl, jednocześnie rozglądając dookoła. Niebo nadal spowijała czerń, a gwiazdy tańczyły w najlepsze. Do moich uszu dochodził jedynie dźwięk miejskiej bryzy przetaczającej się przez seulskie ulice. Panowała niesamowita cisza, zupełnie niepasująca do tętniącego życiem Seulu. Miałam wrażenie, że całe miasto jakby obumarło. Nie dało się dosłyszeć nawet samochodu, który mozolnie pokonywał uliczkę w pobliżu, jakby bał się, że księżyc obudzi się pod wpływem odgłosu chodzącego silnika.


          - Dlaczego omijasz mnie wzrokiem? - zaśmiał się chłopak, krzyżując ramiona na piersi. Rzuciłam mu niepewne i nieufne spojrzenie.
          - Może dlatego, że cię nie znam, jesteś podejrzany i powiedziałabym, że wręcz rozbierasz mnie wzrokiem, co jest co najmniej niestosowne? - wyliczyłam na palcach, machając mu dłonią przed twarzą. 
          Dzięki tej wymianie zdań miałam pretekst, by w końcu trochę przyjrzeć się swojemu współtowarzyszowi. Jak już wspominałam jego oczy były czarne oraz posiadały maleńkie ogniki, które jaśniały niczym rozżarzone węgle. Średniej długości włosy koloru miedzianego brązu postawione zostały do góry. Ubrany był w granatową puchową kurtkę, ale mimo tego dostrzegłam, że jest dość wysportowany. Opierał się luźno na zimnym, metalowym krześle. Ciekawe, kiedy położy swoje brudne buty na stoliku, pomyślałam i wstałam rozciągając się (niemniej jednak, szatyn nadal namiętnie się we mnie wpatrywał, nic nie odpowiadając na moją zaczepną wypowiedź). W jednej chwili zerwał się mocniejszy wiatr, a do mnie dotarła smutna rzeczywistość. Całe moje ubranie przemoknięte było do suchej nitki i sprawiało wrażenie, iż waży przynajmniej tonę. Zdjęłam z siebie kurtkę, by następnie choć trochę pozbawić ją wody. To samo zrobiłam z bluzką, oczywiście nie ściągając jej. Ubrałam okrycie z powrotem i zasunęłam krzesło. Rzucając w stronę chłopaka przelotne spojrzenie wyminęłam go, by następnie skierować się w kierunku domu. Nie pokonałam nawet 10 metrów, gdy obolała po wypadku kostka przypomniała się, że nie jest w pełni sprawna. 
          - Głupi, nieodpowiedzialny drań - fuknęłam do siebie na wspomnienie motocyklisty i starając się nie obciążać chorej nogi, ruszyłam dalej mokrym chodnikiem.
          Usłyszałam za plecami zgrzyt odsuwanego krzesła, a po chwili szybki, regularny dźwięk wydawany przez buty o grubej podeszwie. W tej samej sekundzie, co odgłos ucichł poczułam lekkie szarpnięcie za rękę. Nieznajomy odwrócił mnie do siebie tak, że znajdowałam się zdecydowanie za blisko niego. Wystarczyłoby, że wyciągnęłabym palce w jego stronę i dotknęłabym torsu ciemnookiego. Nim zdołałam zrobić jakikolwiek ruch, chłopak rozpiął mi kurtkę i, ku mojemu zdziwieniu oraz przerażeniu, zaczął ją ze mnie zdejmować. Odepchnęłam go i cofnęłam się trzy kroki, oczywiście potykając się przy tym.
          - Mogę wiedzieć, co ty do cholery wyrabiasz? - warknęłam na niego, co spowodowało, że przez jego twarz przebiegł wyraz rozbawienia - Bawi cię to? Bo mnie nie - wyciągnęłam telefon i wpisałam interesujący mnie numer.
          - Dobry wieczór, nazywam się Lee Chae Rin...
          - Co ty robisz? - usłyszałam pytanie.
          - Jak to co? Dzwonię na policję - powiedziałam pewnie i kontynuowałam rozmowę.
          Szatyn w przeciągu sekundy znalazł się u mojego boku i wyrwał mi komórkę, kończąc połączenie.
          - To nie tak, idiotko. Jesteś cała przemoczona. Rozchorujesz się, jeśli nie zdejmiesz tej mokrej kurtki - wytłumaczył, a ja poczułam, jak twarz zaczyna mnie piec. Rumieńce sprawiły, że mentalnie palnęłam się w głowę. Kretynka.
          Chłopak górował nade mną, i to bardzo. Moje oczy znajdowały się na wysokości jego malinowych ust. Spojrzałam lekko w górę, by móc widzieć twarz nieznajomego. Czarnooki stał w bezruchu kilka kroków ode mnie. Nie uśmiechał się już, tylko rozmyślał nad czymś poważnie. Zmarszczone czoło było dowodem frustracji chłopaka. Ja postanowiłam, że nie pokażę bardziej, że jestem zażenowana.
          - Chcesz mi powiedzieć, że jeśli ją zdejmę i pozostanę w samej bluzce, która również jest mokra, to ustrzegę się choroby? - prychnęłam, udając pewność siebie, chociaż głos drżał mi nieznacznie - Słuchaj, nie znam cię, ale myślę, że nie jesteś na tyle przygłupi, żeby nie dostrzec faktu, iż spodnie również mam mokre. Podobnie, jak wszystko inne.
          - Zdejmij kurtkę, a ja oddam ci swoją - powiedział tonem, który przyprawił mnie o motylki w brzuchu. Co jest grane?, pomyślałam - A jeżeli jesteś zainteresowana również suchymi spodniami, to je także mogę ci pożyczyć - uśmiechnął się łobuzersko, na co zmiękły mi kolana. Dopiero wtedy dostrzegłam, jaki posiadał nieziemski wygląd. Jednak nie wykluczało to tego, iż był szalony.
          Spojrzałam na niego i zastanawiałam się, czy mu odbiło. Byłam dla tego chłopaka totalnie obca. Skąd mógł mieć pewność, że nie jestem bezdomną wariatką i nie pobiję go, gdy naruszy mają przestrzeń osobistą? No nie mógł tego wiedzieć. 
          - Wszystkie damy śpiące pod sklepem wybawiasz z opresji, rycerzu? - zakpiłam, a chłopak uniósł do góry jeden kącik ust, moje serce poczęło siniaczyć żebra od środka.
          - Zdejmuj tę kurtkę i się przymknij, bo zaraz się rozmyślę - powiedział i sam zaczął ściągać z siebie odzienie. Westchnęłam ciężko, by ukryć zmieszanie i przestąpiłam z nogi na nogę. 
          Rozważyłam wszystkie za i przeciw. Byłam cała przemoczona, a jego kurtka wydawała się strasznie gruba. Naprawdę miałam wrażenie, że zaraz zamarznę. Dodatkowo chłopak olśniewał wyglądem modela, czego nie mogłam zignorować. Co z tego, że go nie znałam? Nie mógł być taki najgorszy, jak pokazywał, skoro zechciał mi pomóc. Odsunęłam na bok wszystkie wątpliwości i postanowiłam zaryzykować. Zrzuciłam ubranie z ramion i gdy trzymałam je w ręce, szatyn niczym dżentelmen pomógł mi założyć puchowe okrycie. Momentalnie odzyskałam czucie w mięśniach, co było prawdziwym ratunkiem, ponieważ ciało zaczynało mi cierpnąć od napięcia.
          Posłałam chłopakowi uśmiech pełen wdzięczności, a następnie odwróciłam się na pięcie i zaczęłam kuśtykać w stronę domu. Odwróciłam się zaskoczona, gdy usłyszałam wołanie za sobą.
          - Co ty wyrabiasz? - odrzekł zdziwiony. 
          - No... chyba idę do domu, nie? 
          - Jeśli myślisz, że puszczę taką drobną, kulejącą dziewczynkę samą do domu, o tak późnej porze, i to jeszcze w mojej kurtce, kiedy jest strasznie zimno, a ja mam daleko do domu, to jesteś w grubym błędzie - wyrzucił z siebie te słowa z mieszaniną troski, rozkojarzenia, ale i ponownego rozbawienia.
          Patrzyłam na niego, jak na psychopatę, gdy wyprzedził mnie i ukucnął. Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Czy ja śnię? Niech ten wariat sobie pójdzie. 
          - Na co czekasz? Wskakuj na plecy, zabiorę cię do domu, a później oddasz mi kurtkę - powiedział.
          Zawahałam się i spojrzałam na zegarek w telefonie - 1:07. Byłam zmęczona, przemarznięta i obolała. Raz się żyje, pomyślałam, a następnie weszłam na plecy chłopaka i zaplotłam ramiona wokół jego szyi. Oparłam czoło o jego ramię i wsłuchiwałam się w miarowy oddech nieznajomego.
          - Tak w ogóle, nazywam się Lee Ji Hyuk - przedstawił się.
          - Lee Chae Rin - odpowiedziałam ziewając.
          - Więc, Chae Rin-ah, gdzie masz dom? - zdrobnienie przez niego mojego imienia sprawiło, że trochę się obudziłam.
          - Nie znamy się na tyle długo, byś mógł tak do mnie mówić - skarciłam go. Dlaczego nagle wszyscy chłopacy, na jakich wpadam są na tyle bezczelni, by zwracać się do mnie nieformalnie?, przeszło mi przez myśl, gdy przypomniałam sobie popołudniową sytuację.
"- Chae Rin-ah, mam tak dobry wzrok, że nie jesteś w stanie sobie tego wyobrazić."
          Ji Hyuk prychnął tylko i odrzekł:
          - Jeszcze się spotkamy, więc na pewno zdołam poznać cię na tyle, byś zaakceptowała taki zwrot padający z moich ust.
          Podniosłam wzrok na jego twarz i dostrzegłam, że się nie uśmiecha. Mina chłopaka była poważna, a mnie przeszedł dreszcz. Nagle bardzo zapragnęłam być w domu. Chciałam znaleźć się, jak najdalej od tego walniętego gościa. Miałam dość wrażeń, jak na 24 godziny. Nic nie odpowiadając na "wyznanie" lub też "groźbę" Ji Hyuka powiedziałam mu, dokąd ma iść. Nie rozmawialiśmy do końca drogi, przynajmniej ja nie. Jeżeli on mówił do mnie cokolwiek, to nie mam o tym zielonego pojęcia, gdyż po chwili po prostu zasnęłam. Miarowy krok uśpił mnie totalnie.

~*~

          5 dni później, sobota.
          
          Od mojego feralnego poniedziałku minęło trochę czasu, co nie oznacza, że cokolwiek ciekawego mnie spotkało. Nie narzekałam, a wręcz przeciwnie. Dziękowałam Bogu, że nic się nie wydarzyło, bo miałam dosyć atrakcji na przynajmniej kilkadziesiąt lat. Uwielbiałam moje nudne i pełne rutyny życie. Rano do księgarni, później trochę wolnego, bo przecież dopiero za dwa dni idę do szkoły, a późnym popołudniem do kwiaciarni. Lubiłam pracę w księgarni oraz tę w kwiaciarni, ale one nie przynosiły mi za dużo zarobków, a z czegoś musiałam się utrzymywać, dlatego też w soboty i niedziele pracowałam w klubie, jako kelnerka. Nieodpowiednia praca dla nastolatki? A jednak, jakoś sobie radziłam. Nienawidziłam tej pracy, ale nie mogłam się zwolnić. 
          Przez cały tydzień razem z Woo Binem poczynaliśmy przygotowania do pójścia do Liceum JJ. Zanieśliśmy papiery do szkoły, gdzie przy okazji spędziliśmy czas z Ji Ną, byliśmy w sklepie z mundurkami (moje cudo od trzech dni wisiało na ramiączku wyprasowane i gotowe do ubrania), za który mój przyjaciel zapłacił fortunę. Miałam ogromne szczęście, że stypendium obejmowało gyobok, bo inaczej nigdy bym go nie kupiła. 
          Rzuciłam wzrokiem na zegarek - 19.30. Za pół godziny miała rozpocząć się moja zmiana w klubie. Podeszłam do komody i wyrzuciłam z niej wszystkie rzeczy na podłogę. Nie posiadałam ich za wiele, ale w zupełności mi wystarczyły. Wyszukałam w stercie czarne rurki oraz trochę za duży szary sweterek, do tego uszykowane przy drzwiach stały prześliczne, niezbyt wysokie koturny. Założyłam wynalezione ubrania i skierowałam się do łazienki, gdzie zrobiłam delikatny makijaż. Co prawda nie potrzebowałam go, jednak obowiązywały mnie wymogi wobec personelu. I tak się cieszyłam, że ze względu na wiek mogłam nosić spodnie, a nie spódniczki, jak reszta kelnerek. Spięłam jeszcze jasne włosy w wysoką kitkę i byłam gotowa do wyjścia.
          Chwyciłam czarny płaszcz, szalik oraz plecak, następnie ubrałam buty i opuściłam mieszkanie. Pogoda na zewnątrz nie powalała, wiał zimny wiatr, a niebo dołowało szarością. Schowałam dłonie do kieszeni i pewnym krokiem ruszyłam do pracy. Klub o nazwie Hanbamjung (tł. Północ) mieścił się w tej mniej przyjemnej części stolicy, ale policja często przyjeżdżała, więc porządek był w miarę utrzymywany. Szczerze mówiąc, mnie nigdy nie spotkała tutaj żadna nieprzyjemna sytuacja, co naprawdę bardzo pokrzepiało. 
          Podeszłam do wejścia dla personelu i przekroczyłam próg budynku. Momentalnie uderzyła mnie fala osłabiającego ciepła, dlatego szybko zdjęłam płaszcz i odwiesiłam na wieszak przy wejściu. Ściągnęłam z półki fartuch i przewiązałam sobie w pasie, poprawiłam kitkę, by następnie wkroczyć na salę. Do moich uszu dobiegła muzyka, jak zwykle strasznie dudniąca. Po raz kolejny miałam wyjść stamtąd z niemiłosiernym bólem głowy. Uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam ludzi tańczących do Block B - Very Good. Uwielbiałam tę piosenkę i sama do niej czasami tańczyłam. Oczywiście będąc samą w domu pod osłoną nocy, żeby jakimś cudem sąsiedzi nie zauważyli. Melodia wprawiła mnie w dobry humor, dlatego przywitałam się ze współpracownikami i przeszłam od razu do pracy. 
          Z godziny na godzinę osób przybywało, a mi szło coraz ciężej. Ludzie o tej godzinie byli już nieco wstawieni, ale nie dałam się zwariować. Biegałam od stolika do stolika, by ze wszystkim się wyrobić. Na moje szczęście do pomocy miałam odrobinę starszą koleżankę, która razem ze mną wszystko ogarniała. Klub nie był duży, znajdowało się w nim może z 15 stolików oraz bar z 12 krzesełkami. Ściany w kolorach krwistej czerwieni i mdłego pomarańczu fantastycznie odbijały kolorowe światła i stroboskop. 
          Biegnąc do kolejnego przybyłego klienta, ktoś chwycił mnie za rękę i mocno szarpnął, przez co omal nie wylądowałam na ziemi. W ostatniej chwili zdążyłam złapać się niestabilnego stołu.
          - Hej śliczna. Od 20 minut czekamy, by móc złożyć zamówienie. Ładnie to tak? - usłyszałam ochrypły i nieprzyjazny głos.
          Mężczyzna siedział w towarzystwie czterech innych. Usiłowałam wyrwać rękę, ale on zacisnął ją jeszcze bardziej. Zaśmiał się podle.
          - Proszę mnie puścić, jeśli nie chce pan opuścić lokalu w towarzystwie ochrony - odrzekłam sucho, a facet uczynił to, o co poprosiłam - Co chcą państwo zamówić?
          - Chcemy 5 piw oraz... twój numer telefonu, kwiatuszku - powiedział inny typ przy stoliku, na co cała reszta się roześmiała. Przewróciłam oczami i poszłam zrealizować zamówienie, ignorując brak szacunku w moim kierunku.
          - To co z tym numerem, mała? - usłyszałam słowa mężczyzny, gdy przyniosłam ich napoje. Ten sam typ, który wcześniej złapał mnie za rękę właśnie wstał i położył swoje ramię na moim przyciągając do siebie. 
          Zaczęłam się wyrywać, ale nic to nie dało, a towarzysze natręta wpadli w napad śmiechu. Mnie nie było do śmiechu, coraz bardziej się bałam. Pierwszy raz znalazłam się w takiej sytuacji i nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Kiedy ja zastanawiałam się nad całym wydarzeniem, ktoś wziął sprawę w swoje ręce. Gość, który mnie obejmował poleciał z łoskotem do tyłu. Upadł uderzając głową o krzesło, ale to nie powstrzymało osoby, która go ode mnie odciągnęła. Po chwili na twarz mężczyzny spadła burza ciosów. Krzyknęłam przerażona i rzuciłam się między chłopaka, a pobitego faceta.
          - Przestań, zabijesz go! Przestań! - wydarłam się.
          Gdy znalazłam się bliżej postaci, która biła faceta, zastygłam w bezruchu. Nigdy nie pomyślałabym, że zobaczę tą znajomą twarz. Jednak nie zachowywał się, jak ta osoba, którą poznałam. Spojrzałam w oczy szatyna i nie znalazłam w nich ani krzty wcześniejszych iskierek. Patrzyłam przerażona i zdenerwowana na człowieka przede mną. Patrzyłam na Lee Ji Hyuka...

5 komentarzy:

  1. Ji Hyuk ah Ji Hyuk ty bad boy'u �� jak zawsze świetny rozdział i już wiem że bede sie podkochiwać w Ji Hyuk'u zazdroszcząc głównej bohaterce ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo 💕
      Haha, moja droga, powoli. Pamiętajmy, że jest to opowiadanie inspirowane dramami. Nie obejdzie się bez jeszcze jednego cudownego boya 😂

      Usuń
  2. cudowne^^ mówiłam ci, że uwielbiam twój styl pisania, prawda?
    a ta ostatnia scena... już mnie ciekawość zżera, co z tego wyjdzie <3
    czekam na więcej i hwaiting!
    /Kim Yuno z fb (jeśli mnie pamiętasz^^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że Cię pamiętam! <3 Dziękuję Ci z miłe słowa :) Nawet nie wiesz, jak bardzo mi się mordka teraz cieszy XD

      Usuń
  3. Niesamowite jak zawsze. Niesamowicie piszesz. Nie mogę doczekać się następnego rozdziału.♥♥♥
    WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

    OdpowiedzUsuń